wtorek, 2 czerwca 2015

Ulubione pędzle, zakupy i prezenty

Witam Was bardzo serdecznie!
Dzisiaj nie zamierzałam pisać posta, bo jakoś nie czułam weny, ale podczas malowania się stwierdziłam, że chciałabym Wam pokazać pędzle, którymi maluje się namiętnie od kilku lat lub miesięcy oraz pochwalić się moimi nowymi nabytkami. Co do pędzli to jeszcze nie dorobiłam się takich, o których huczy cały internet, czyli Hakuro itd. Mam w lipcu urodziny, więc napomknę coś mężowi na ten temat :P
A tak przedstawia się cała gromadka:
Chciałabym zacząć od pędzli:
Anabelle- flat top
Zamówiłam go na stronce Annabelle Minerals za ok. 35 zł. Stosowałam go jedynie do podkładów mineralnych i sprawdzał się rewelacyjnie. Jest już po wielu praniach i nic się z nim nie dziele. Jest zbity, ale delikatny. Od jakiegoś czasu moje minerały kompletnie nie chcą ze mną współpracować (ważą się, schodzą w ciągu dnia, błyszczę się po godzinie itd.) i kupiłam podkład w płynie, który zaczęłam aplikować za pomocą tego pędzla i również cudownie sprawdza się w tej roli. Nie robi smug, nie pobiera za dużo podkładu, pomaga w stopniowaniu krycia. Jestem z niego bardzo zadowolona.
Catrice- pędzel do różu

Zakupiłam go w Astorze za ok. 13 zł. Jest on niezwykle miękki, głaszcze naszą twarz podczas aplikowania różu. Dobrze się z nim pracuje, nie robi plam, rozciera róż i jest takiego kształtu, że idealnie obejmuje policzek, żeby go podkreślić. Po myciu nie zmienia swojego kształtu, ani nie traci tej miękkości.
Catrice- pędzelek dwustronny do cieni

Z jednej strony jest to krótki, zbity i gęsty pędzelek, który idealnie nada się do podkreślania dolnej powieki. Ja również lubię go używać do przyciemniania zewnętrznego kącika i w tej roli też świetnie się sprawdza. Z drugiej strony jest zwykły pędzelek, który nadaje się do nakładania cienia na całą powiekę. Są one tak samo mięciutkie jak ten pędzelek do różu, jest on tani, bo w Hebe zapłaciłam za niego mniej niż 10 zł, nic się z nimi nie dzieje po myciu i to tylko przyjemność korzystania z nich podczas malowania się.


Pierre Rene- pędzelek kuleczka
Kolejny pędzelek do cieni. Zakupiłam go w Astorze za ok. 15 zł. Świetnie sprawdza się do podkreślania załamania oka, pomaga ładnie modelować oko i ułatwia nam pracę, ponieważ oprócz podkreślania oka to od razu rozmazuje nam cień. Nadaje się również do nakładania cienia na całą powiekę. Można by było powiedzieć, że to taki wielofunkcyjny pędzelek.
Avon- pędzelek do różu

Mam go już kilka lat. Nie wiem czy jest jeszcze dostępny, ale z tego co pamiętam to zapłaciłam za niego ok. 20 zł. Podobnie jak ten z Catrice pięknie nakłada róż, dobrze się z nim pracuje, jest mięciutki i pomimo upływu lat nie wychodzi z niego włosie.
Golden Rose- pędzel do bronzera

Zakupiony na stoisku Golden Rose za ok. 20 zł. Pomaga w modelowaniu twarzy, jego włosie jest lekko sztywne, ale dobrze rozprowadza produkt i go rozciera, dzięki czemu nie ma obaw o plamy. Jedynym jego minusem jest to, że zaczyna mi się już kręcić ta główka, czyli niedługo może mi puścić klej. Podczas robienia "dziubka" idealnie wchodzi pod kości policzkowe, by je podkreślić i wykonturować.
A teraz czas na zakupy i prezenty

Poprosiłam kolegę, aby zakupił mi w DM mgiełkę do ciała z Balei o zapachu pomarańczy i mango. Dużo o niej jeszcze nie jestem w stanie napisać, ale pięknie, wakacyjnie, letnio pachnie. Nie czuję w niej nuty chemii i kosztowała ok. 8 zł.
Wczoraj był dzień dziecka i moi kochani rodzice o mnie nie zapomnieli :) marzyła mi się od jakiegoś czasu perfuma GOSH Nothing Pink Edition, która pięknie, słodko pachnie, co jakiś czas uwalniają się inne nuty zapachowe (wiem, bo ma ją też moja mama i u niej nie raz się psiknęłam), no i ma cudowne, bajeranckie opakowanie. Dziękuję bardzo, moi kochani rodzice, jeżeli to czytacie! :*
Jak już wcześniej wspomniałam chciałam już na stałe używać podkładów mineralnych, ponieważ przed kuracją trądzikową sprawdzały mi się świetnie, jednak Pani dermatolog kazała mi je odstawić. Wróciłam do nich niedawno, również dlatego, że skończył mi się mój podkład z Pharmacerisa i niestety, ale ciągle coś jest nie tak, wyglądają nienaturalnie, robi mi się ciasto na twarzy, świece się bardzo szybko, nie kryją tak jak wcześniej, dlatego stwierdziłam, że kupię sobie podkład z Inglota HD nr 71 (kosztował mnie 79zł). Używam go od 4 dni i jak na razie jestem zadowolona, chociaż Pani pomagająca dobrać mi odcień dała mi jednak za jasny kolor. Tutaj z pomocą przyszła moja mama i dała mi do mieszania podkład Bell HYPOAllergenic nr 03, który po zmieszaniu z Inglotem dał mi odcień pasujący do mojej karnacji. Od razu w Inglocie kupiłam matujący puder sypki nr 32 (kosztował mnie 45 zł), który zaczęłam równo z używanie podkładu i również na chwilę obecną jestem zadowolona, ponieważ przez wiele godzin się nie świecę. Ale co do wszystkich produktów, jeżeli poużywam ich dłuższy czas to będzie osobna notka. No i ostatnie 2 rzeczy to próbki, które otrzymałam przy zakupach w Inglocie i są to bazy pod podkład, jedna jest matująca, a druga nie pamiętam jaka, ale wiem, że nie zaleca się jej dawać pod podkład jeżeli będą robione zdjęcia, ponieważ odbija światło. Bardzo się z nich cieszę, ponieważ akurat w sobotę idę z mężem na wesele i mam nadzieję, że dłużej utrzymają mój makijaż, bo ja na co dzień nie stosuję takich rzeczy.

Dobra, rozgadałam się jak zwykle. To wszystko co dziś chciałam Wam pokazać :)

Dziękuję za każdy komentarz, staram się regularnie na nie odpowiadać i tym samym odwiedzać Wasze blogi :) Jeżeli Wam się tutaj podoba to zapraszam do pozostania ze mną na dłużej i obserwacji mojego bloga :)

Agnieszka :)